- Może usiądzie pan lepiej
„— Może usiądzie pan lepiej na tym stołku. Monsieur Van Gogh
Vincent wdrapał się na krzesło i spojrzał na dół, na rozciągnięte przed nim płótno. Nigdy w życiu nie widział dotąd czegoś bodaj w przybliżeniu podobnego — ani w życiu, ani w sztuce. Obraz wyobrażał scenę na wyspie Grandę Jatte. Architektonicznie zbudowani ludzie, złożeni z nieskończonej liczby małych punkcików, przypominali kolumny w gotyckiej katedrze. Trawa, rzeka, łodzie, drzewa — wszystko było masą rozpływającego się, nakrapianego światła. Płótno lśniło najbardziej jaśniejącymi barwami, jakie zawiera paleta — jaśniejszymi jeszcze niż płótna Moneta, Degasa czy nawet Gauguina. Obraz był wycofaniem się w rejony abstrakcyjnej niemal harmonii. Jeżeli było w nim życie, nie było to życie przyrody. Powietrze przesycone było migotliwym blaskiem — ale brak było w tym obrazie żywego pulsu. Była to martwa natura życia, z którego raz na zawsze wygnano ruch.
Gauguin stojący obok Vincenta roześmiał się na widok jego osłupiałej twarzy.
— Zawsze ta sama historia, Vincencie. Obrazy Seurata działają tak na każdego, kto je widzi po raz pierwszy. Wal pan. Co pan o nich sądzi
Vincent zwrócił się usprawiedliwiająco do Seurata“(4)