Gundlacha do dziś znajdują
„Gundlacha do dziś znajdują zastosowanie w pancernych pojazdach na całym świecie.
Początkowo czułem się w tankietce jak w zamkniętej na głucho stalowej trumnie. Przede wszystkim straszna ciasnota, bo całą środkową część kabiny zajmował pokaźny blok silnika benzynowego, po którego obu stronach upchnięto siedzenia dla dwuosobowej załogi. Gorąco, duszą wyziewy rozgrzanych smarów. Męczy nieustanny warkot silnika tuż nad uchem, do tego załogą miotają twarde wstrząsy podczas jazdy terenowej. Niełatwo w takich warunkach kierować pojazdem, wykrywać stanowiska nieprzyjaciela, celnie strzelać, obserwować i utrzymywać łączność. Ciężka to, chwilami wprost niemal katorżna, praca.
Zmieniamy sprzęt i rozpoczynamy szkolenie na czołgach lekkich. Są to kolejno angielskie Vickersy oraz polskie 7TP. Te ostatnie, o ciężarze około 9,5 tony, wyposażone w nowoczesne działko przeciwpancerne Boforsa kaliber 37 mm, sprzężone z karabinem maszynowym, wcale nie ustępowały podobnym czołgom zagranicznym i mogły je skutecznie zwalczać. Dumą mógł również napawać fakt, że właśnie Polacy, pierwsi na świecie zastosowali napęd dieslowski w budowanych seryjnie pojazdach pancernych, montując w czołgu 7TP silnik wysokoprężny.“(2)